Warunki wstępne:
Przygotowanie kondycyjne w postaci spacerów po płaskim Wrocławiu w te i we wte.
Stan oczekiwany:
Wejście i zejście bez większych uszczerbków na zdrowiu. Dobra zabawa i ładne widoki.
Stan faktyczny:
Historia zaczyna się jak większość w naszym życiu, ktoś rzuca ciekawy pomysł a my idziemy jak w dym. I tym razem było tak samo. Moi teściowie wybierali się w drugą sobotę nowego roku 2022 na górę znaną wszystkim jako Sobótka.
Mój teść brał udział w biegu charytatywnym na górę i planował parę razy wbiec i zbiec. Naszą działką miało być pojedyncze wejście na górę i zejście z niej w całości, więc nie myśląc długo w sobotni poranek ruszyliśmy na wyprawę.
Pogoda dopisywała, nie padało, a we Wrocławiu nie było ani grama śniegu. Możesz sobie w związku z tym wyobrazić drogi czytelniku jakże zdziwieni byliśmy widząc prawdziwą zimę kiedy zbliżaliśmy się do tego oddalonego o zaledwie 30 km miejsca.
Zaparkowaliśmy samochód, uzbrojeni w buty górskie i ciepłe kurtki ruszyliśmy się zapisać. Okazało się bowiem, że nasze ciężko wypracowane góra-dół też przyniesie korzyści akcji. Niesieni tą myślą ruszyliśmy dziarsko przez start. Początek był całkiem przyjemny. widzieliśmy ludzi już zbiegających z góry co dodawało nam sił. Sił, które dosyć szybko skończyły się, kiedy zaczął się lód. I tak trasa ok 3km stała się nagle niekończącą się drogą w górę. Drogą, którą co chwilę wbiegali lub zbiegali zawodnicy.
Zaparkowaliśmy samochód, uzbrojeni w buty górskie i ciepłe kurtki ruszyliśmy się zapisać. Okazało się bowiem, że nasze ciężko wypracowane góra-dół też przyniesie korzyści akcji. Niesieni tą myślą ruszyliśmy dziarsko przez start. Początek był całkiem przyjemny. widzieliśmy ludzi już zbiegających z góry co dodawało nam sił. Sił, które dosyć szybko skończyły się, kiedy zaczął się lód. I tak trasa ok 3km stała się nagle niekończącą się drogą w górę. Drogą, którą co chwilę wbiegali lub zbiegali zawodnicy.
Ale nie poddawaliśmy się, najważniejsze było dojść do celu, ale wszystko z głową. Jak ktoś nie biega na co dzień, a tylko chodzi po płaskim i nagle okazuje się, że tanie buty górskie to była zła inwestycja, trzeba rozgrywać tą walkę taktycznie. Dlatego podjęliśmy decyzję by iść od punktu kontrolnego, jaki sobie wyznaczyliśmy do punktu kontrolnego, jaki sobie wyznaczyliśmy. Po drodze oczywiście pozwalając sobie na postoje by podziwiać piękną przyrodę (i złapać oddech).
Tylko te punkty były tak oddalone od siebie, że kiedy człowiek do nich docierał nie wiedział czy bardziej jest zmęczony czy szczęśliwy. W każdym razie satysfakcja była ogromna, dopóki kolejny biegacz nie śmignął koło nas kolejny raz biegnąc na szczyt.
Dotarcie na szczyt wynagrodziło wszelkie niewygody podróży. Z mocnym postanowieniem poprawy kondycji mogliśmy skupić się na podziwianiu zastanego stanu. Ostatni raz w tym miejscu byliśmy wiele lat temu. Ja osobiście na wycieczce szkolnej jeszcze w podstawówce - no czyli nie do końca tak dawno i tej wersji się trzymam ;) Pierwszym i jak dla mnie podstawowym punktem zwiedzania był niedźwiedź. Tak, ta kamienna pozostałość po czasach jeszcze pogańskich, była moim celem od samego początku. Bo to na tej górze właśnie pierwsze plemiona odprawiały swoje obrzędy do wyznawanych bóstw. To właśnie od jednego z nich, zwanego Świętem Kupały, wzięła nazwę ta góra, a w właściwie od ogniska palonego w czasie jego obchodów, które to nazywane było Sobótką. I właśnie przez to dla mnie zawsze Ślęża będzie Słobódką.
Mieliśmy ochotę zwiedzić kościół, ale widząc walkę ludzi na oblodzonych schodach przełożyliśmy wizytę na bliżej nieokreślony termin, prawdopodobnie letni.
Świeciło słońce, więc mimo silnego i zimnego wiatru posililiśmy się oglądając widoki i trening rycerstwa, po czym wyruszyliśmy w drogę powrotną licząc na to, że będzie łatwiej.
Niestety nie było. Droga choć przepiękna była śliska i to bardzo co znacznie spowolniło nasz marsz. Podjąwszy taktykę przyjętą przy wchodzeniu, powoli od punktu do punktu schodziliśmy w dół.
Przetrwaliśmy i nie żałujemy ani jednej chwili spędzonej na żółtym szlaku. Na dole czekał na nas teść, który pokonał górę zgodnie z planem a wraz z nim zasłużony odpoczynek i wzmacniający posiłek.
Ale jakie drogi by nie były, jak bardzo człowiek nie byłby potem zmęczony jedno jest pewne
WARTO ZWIEDZAĆ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz