Warunki wstępne:
Zakupione z
odpowiednim wyprzedzeniem bilety, czas i dobry nastrój.
Wynik oczekiwany:
Dobra zabawa i
przyjemnym rytmie.
Wynik rzeczywisty:
Na wstępie przyznam,
że na co dzień takiej muzyki nie słucham. W sumie ostatnio muzyki nie słucham
wcale, ale kiedy pod domem odbywa się tak duże wydarzenie to człowieka korci,
żeby sprawdzić na własnej skórze jak tam jest. Do tego, kiedy ostatnim razem Męskie
Granie gościło na wrocławskich Partynicach, to całkiem nieźle bawiliśmy się słuchając z balkonu.
Dlatego kiedy tylko padła informacja o wydarzeniu, zaczęliśmy polować na
bilety. Niestety zaspaliśmy trochę i udało nam się kupić bilety tylko na dzień
pierwszy tego wydarzenia.
W dzień koncertu było ciepło, naprawdę ciepło, na tyle, że aż się z klimatyzacji nie chciało wychodzić, ale zebraliśmy się i poszliśmy w kierunku głównej bramy. Pomimo tego, że koncerty już trwały na tor ciągnęły tłumy, a Zwycięska tradycyjnie zakorkowana. Na szczęście dotarcie na miejsce zajęło nam 10 minut spokojnym spacerkiem.
Piątkowy lineup:
Cool Kids of Death, Fisz Emade Tworzywo, Tribute To Krzysztof Krawczyk: Urbański Orkiestra i Goście, Daria Zawiałow, Dawid Podsiadło
WYNIK TESTU:
Już wiemy, że za rok trzeba przyjść na początku festiwalu i zająć jakieś
krzesełka, mieć ze sobą koc ot tak na wszelki wypadek i najlepiej jeszcze jakichś znajomych co by sobie miejsca siedzące wzajemnie pilnować. Ale co ważniejsze, to
pomimo tego, że na co dzień takiej muzyki nie słucham, to za rok idziemy na
całe 2 dni, co by się nie działo. Bo to chodzi o oderwanie się od codzienności, zabawę i wypoczynek. Drugiego
dnia byliśmy na Partynicach posłuchać sobie odrobinę zza płotu, ale pomimo
tego, że ludzi było sporo to to już nie było to samo.

















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz