22 czerwca 2022

PYRKON 2022

 

Warunki wstępne:

    Zakupione wcześniej bilety na konwent i pociąg jak i dobry prowiant i nastrój.

Stan oczekiwany:

    Miło spędzony dzień, znalezienie wydawcy i zakupienie wielu gadżetów

Stan faktyczny:

    Po przerwie spowodowanej epidemią, na teren Targów Poznańskich powrócił festiwal fantastyki i całego innego nedrowskiego dobrodziejstwa PYRKON. Byliśmy tam dopiero raz więc w tym roku postanowiliśmy zebrać się i pojechać. Nie skłamię, jeśli powiem, że liczyłam też na zdobycie kilku cennych informacji odnośnie wydania mojej książki. Niestety od razu mogę powiedzieć, że ta część misji zakończyła się tylko zebraniem nazw wydawnictw, bo wszelkie decyzyjne osoby lub ktokolwiek kto coś wiedział miał być w sobotę, a my pojechaliśmy w piątek licząc, że będzie mniej ludzi. Dlatego w tym zapisie skupię się na tym co tam ciekawego na targach zobaczyliśmy.

    Do Poznania najlepiej pojechać pociągiem. Biorąc pod uwagę ceny paliwa, fakt że nie trzeba się martwić drogę, kierowcami, parkingiem oraz to że targi są dwa kroki od dworca, nie ma co się zastanawiać nad środkiem transportu. Po przyjeździe mieliśmy godzinę do otwarcia bram, więc poszliśmy na śniadanie do domu handlowego, który jest nad dworcem. Po drodze zerknęliśmy w stronę targów i widząc kolejkę jaka się tam formował odczekaliśmy godzinkę licząc, że nie będzie takiego tłumu potem. To był błąd numer jeden. Oj jakże się myliliśmy, kiedy w końcu poszliśmy do kolejki. Sznurek zakręcał chyba ze 3 razy. Słońce już dawało się we znaki, a my mieliśmy tylko jedną butelkę napoju, bo przecież zazwyczaj nie można wnosić picia na teren imprez. Oj gdybyśmy wiedzieli, to obydwa plecaki wypełnilibyśmy wodą. Nie dość ze nikt plecaków nie sprawdzał, to jeszcze podczas stania ponad godzinę w kolejce wypiliśmy wszystko co mieliśmy. 

    Dlatego zaraz po wejściu udaliśmy się prosto do strefy jedzeniowej nawodnić się, po drodze zahaczając tylko o jedną atrakcję, którą była wypasiona fontanna z serialu Amazona „The Boys”. Wielka statuetka Homelandera i orzeźwiająca bryza były czymś niezwykle przyjemnym. 


    Na placu wiele się działo, ale przyjrzeliśmy się temu dopiero kiedy odzyskaliśmy trochę sił. 


    Nad wszystkim czuwał wielki dmuchany ork jednocześnie pilnując wejścia do zadaszonej strefy jedzenia. Pognaliśmy do strefy gier bez prądu i tam przyjemnie spędziliśmy czas w oczekiwaniu na otwarcie krainy wystawców. Tam to dopiero się działo; pełno stoisk, gdzie można było znaleźć wszystko czego dusza zapragnie od monet z postaciami fantasy, do skarpetek i podkładek z ukochanymi postaciami. Mijaliśmy stoiska z kartami i grami planszowymi w takiej ilości, że trudno zliczyć. Dużo czasu spędziliśmy oglądając cudne repliki katan z ulubionych anime, ale tu niestety ceny nas troszkę przerosły. Dlatego udaliśmy się dalej i trafiliśmy na stoisko z jedzeniem prosto z kraju kwitnącej wiśni i tu już powstrzymać się było bardzo trudno, bo dobre mochi jest dobre. Dużo czasu zajęło mi przyswojenie wiedzy na temat malowania figurek, bo o ile samo tłumaczenie zajęło pani 15 minut o tyle malowanie, to już zupełnie inna historia. I tak nadanie w pełni koloru Stefanowi Dowódcy Armii Ciemności Naszego Mieszkania zajęło mi prawie godzinę, ale było warto, bo to jedyna figurka, którą zabraliśmy do domu. W każdym razie po tej przerwie wróciliśmy do zwiedzania kolejnych stanowisk z różnymi koszulkami, torbami, biżuterią i podstawkami. W końcu dotarliśmy do celu, czyli stanowiska z mangami, gdzie kolekcja została uzupełniona o pięć nowych tomów, torbę i ratujący życie wachlarz. W ramach przerwy przeszliśmy do części przeznaczonej dla gier komputerowych i cosplayu. I tak o ile nowych gier było niewiele, tak stanowiska do naprawy strojów i profesjonalnych zdjęć robiły wrażenie. Jednak największym hitem tego miejsca były gry retro, przez które człowiek czuł się jednocześnie szczęśliwy i stary. Kiedy w końcu się nagraliśmy wróciliśmy do krainy wystawców pobuszować w książkach, planszówkach, starych grach i masie, masie figurek.


    Do strefy mangi i anime dotarliśmy stanowczo za późno, ale i tak zastaliśmy bardzo klimatyczne wydarzenie i nie żałowaliśmy niczego.


WYNIKI    

    Podsumowując, jeśli chcecie spędzić mile chwile wśród ludzi tak samo pozytywnie zakręconych na punkcie fantastyki, anime i różnego rodzaju super bohaterów to PYRKON jest miejscem dla ciebie choć na jeden dzień.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Małe dynie Halloweenowe